Dawne życie na wsi było w dużo większym niż obecnie stopniu zdeterminowane porami roku i zmianami zachodzącymi w naturze. Jesienne dni stawały się coraz krótsze, pozostawiając mniej czasu na roboty polowe i gospodarskie. W wiejskich chałupach, doświetlanych małymi okienkami szybko zapadał mrok…
Dzisiaj trudno jest wyobrazić sobie życie bez elektryczności, a więc przede wszystkim oświetlenia. Nasi przodkowie starali się radzić sobie z tym problemem na różne sposoby. Jednym z urządzeń, stosowanym powszechnie na wsi polskiej jeszcze w poł. XX wieku (do czasu elektryfikacji) była lampa naftowa.
Wynaleziona przez Łukasiewicza w 1853 r. lampa naftowa wyparła droższe i mniej efektywne świece. Dosyć szybko stała się podstawowym źródłem światła- już na przełomie XIX i XX wieku stosowano ją w większości gospodarstw wiejskich Lubelszczyzny.
Lampa posiadała pojemnik na naftę- pierwotnie metalowy, później szklany, na którym osadzony był palnik wraz z pokrętłem regulującym wysokość zanurzonego w nafcie knota- okrągłego (sznurek) lub płaskiego w kształcie taśmy (palnik szczelinowy). Na palniku osadzany był szklany klosz, tzw. kominek w kształcie bańki z długą, zwężającą się ku górze szyjką. Chronił on płomień ale też zabezpieczał przed przypadkowym podpaleniem. Pojemnik z naftą posiadał metalową obejmę, do której przymocowany był uchwyt zaopatrzony w okrągłe lusterko- poprzez odbicie płomienia wzmagało ono efekt oświetlenia.
Nieco odmienny wygląd miała lampa przenośna, używana najczęściej w obejściu- na podwórzu, w stajni czy oborze. Miała masywniejszą konstrukcję, klosz osłaniały grube druty, a przenoszenie ułatwiał umocowany na górze lampy uchwyt.

Chociaż dzisiaj lampy te mogą wydawać się niepozorne i prymitywne w swej budowie nie możemy zapominać, że przez wiele dziesięcioleci doskonale pełniły swoją funkcję rozświetlając mroki wieczorów spędzanych na domowych zajęciach, spotkaniach przy darciu pierza czy po prostu sąsiedzkich pogwarkach. I, wierzcie lub nie, historie opowiadane przy ciepłym i nieco przyćmionym świetle lamp naftowych nabierały niezwykłego charakteru, a płomyczek wiszącej na ścianie lampy integrował i zbliżał ludzi bardziej niż jaskrawe światło dzisiejszej żarówki.
W. Pióro
E. Zieńko